1. pl
  2. es

Fot. Miesięczna wyprawa z dwuipółlatką może wymagać wiele bagażu. Tak podróżowaliśmy po Kanadzie.

 

Nie jesteśmy jakimiś wielkimi gadżeciarzami. Świadczyć o tym może chociażby fakt, że do tej pory, mimo iż przejechaliśmy ponad 30% powierzchni globu, nie dorobiliśmy się zwykłego selfie-sticka. Owszem, mamy sporo dobrego sprzętu – aparat, obiektywy, filtry, statywy – ale traktujemy go bardziej jako narzędzie pracy niż modny gadżet. Uważamy zresztą, że istnieje bardzo cienka granica między tym, co absolutnie niezbędne w podróży, a tym, co jest luksusowym zbytkiem łaski, bez którego można się obejść. Każdy przecież ma inne potrzeby i inną wizję podróżowania. Zwłaszcza, gdy podróżuje z dzieckiem! Gdy wyruszamy w miesięczną podróż na koniec świata, to staramy się nasz bagaż ograniczać do niezbędnego minimum, przede wszystkim po to, żeby nie męczyć się jego noszeniem. W trakcie pięciu lat podróżowania z Gabi zmieniały się jej (i nasze) potrzeby, a co za tym idzie rzeczy, które zabieraliśmy ze sobą w podróż. Ktoś może powiedzieć, że wózek czy nosidło to przecież nie gadżet, tylko absolutny must have. Zgadza się, ale wózek wózkowi nierówny i dlatego przedstawiamy nasz subiektywny przegląd gadżetów i gadżeciarskich „przydasiów” dla małych i dużych dzieci.

 

 

Fot. Dobry wózek to podstawa.

1. WÓZEK

Przed pierwszą wyprawą na Maltę, gdy Gabi miała 7 miesięcy, zaczęliśmy poszukiwania lekkiego, składanego wózka, który zastąpiłby nam w podróży wózek spacerowy typu 2 w 1, który mieliśmy w domu. Szukaliśmy zatem wózka typu parasolka, składanego, który moglibyśmy schować do samolotu w specjalny pokrowiec. Wózka, który rozkładałby się do pozycji leżącej, bo liczyliśmy, że Gabi odbędzie w nim kilka drzemek, z dużą budką chroniącą przed słońcem oraz z takiego też, chroniącego przed słońcem, materiału. Wózka z gumowymi, a nie plastikowymi kółkami, i w dodatku z amortyzatorami, tak żeby Gabi nie czuła w kręgosłupie każdej kostki z maltańskiego bruku. Chcieliśmy dokupić też do kompletu pokrowiec przeciwdeszczowy i torbę, która miałaby rozkładaną podkładkę do przewijania i termiczną kieszeń trzymającą temperaturę. Sprawa wydawała się nierealna. Internet pełen był wózków tego typu, ale żaden nie był idealny i nie spełniał naszych wszystkich wymogów, z każdym było coś nie tak. Gdy już mieliśmy się poddać i pójść na kompromis kosztem wagi wózka, znaleźliśmy holenderską firmę produkującą wózki, łóżeczka turystyczne i inne dziecięce gadżety. Wózek Simba marki Koelstra, który kosztował całe 89 euro i przyszedł do nas w paczce z Holandii, okazał się strzałem w dziesiątkę. Przeżył z nami kilkanaście wypraw i urósł do rangi kultowego. Miał wszystko to, czego potrzebowaliśmy: był lekki, zwinny, z gumowymi, amortyzowanymi kółkami, a w dodatku w pięknym morskim kolorze. Mimo iż Gabi od ponad trzech lat nie jeździ już w wózku, to w przeciwieństwie do innych rzeczy po niej, które znalazły już drugich właścicieli, nie sprzedajemy go, trzymając na pamiątkę albo na inne czasy. Kto wie, może się jeszcze przyda…

 

 

Fot. Nosidło musi być wygodne zarówno dla dziecka jak i dla osiołka, to znaczy dla rodzica.

2. NOSIDŁO (GÓRSKIE)

Z nosidłem sprawa była o wiele prostsza. Ergonomiczne, miękkie, z szerokim rozstawem bioderek, z kapturkiem, dla maluchów powyżej 6. miesiąca życia. W Internecie było tego pełno. Pozostało tylko wybrać kolor. Postawiliśmy na naturalny beżowy, pasujący do wszystkiego. Bardzo się sprawdziło, a gdy Gabi już z niego wyrosła, praktycznie od ręki sprzedaliśmy je na popularnym portalu ogłoszeniowym. Podczas kolejnej wyprawy Gabi miała już półtora roku i musieliśmy zaopatrzyć ją i siebie w większe nosidło, typu górskiego, noszone na plecach. I znów zaczęły się poszukiwania. Tym razem waga nosidła była kryterium krytycznym. Musiało być jak najlżejsze. Na roczek Gabi ważyła 9 kilo, więc waga nosidła nie miała aż takiego znaczenia, ale przecież kupowaliśmy je na kilka lat, a Gabi rosła w zatrważającym tempie. Gdy byliśmy w Japonii miała cztery lata i ważyła 16 kilo, co w połączeniu z wagą nosidła dawało jakieś 19 kilo, które nosiliśmy na plecach podczas dłuższych trekkingów czy zwiedzania miasta. Nosidło, które wybraliśmy, było zatem stosunkowo lekkie, jak na aluminiowy stelaż, na którym było obsadzone, a dzięki któremu mogliśmy używać go też m.in. jako krzesełka, w którym Gabi mogła chwilę posiedzieć i na przykład zjeść drugie śniadanie czy podwieczorek. Ponadto, miało ono regulowaną wysokość, od rozmiaru S do L, mnóstwo kieszonek i skrytek, pokrowiec przeciwdeszczowy i, co najważniejsze, daszek osłaniający przed słońcem. Było tak wygodnie, przynajmniej dla Gabi, że potrafiła w nim zasnąć i spać niesiona podczas wędrówek po górskich szlakach, niczym królowa w lektyce.

 

Fot. Pasy zastępują podkładkę pod pupę. 

 

3. PASY DO AUTA

To wynalazek całkiem nowy, który – jak większość wynalazków – zrodził się z potrzeby. Do tej pory zabieraliśmy ze sobą nasz fotelik samochodowy, który opakowywaliśmy w duży, czarny worek na śmieci i nadawaliśmy jako bagaż Gabi, notabene oversize, za darmo. Bo to o wiele lepsza opcja, niż wynajmowanie fotelika na miejscu wraz z samochodem. Po pierwsze, nigdy nie mieliśmy pewności, że fotelik w ogóle będzie. Po drugie, nawet jak już będzie w wynajmowanym aucie, to nie wiadomo, czy będzie dostosowany do wieku Gabi i zasad bezpieczeństwa. Nieraz bowiem zdarzało się, że przez fotelik taksówkarze czy firmy wynajmujące samochody rozumieli podkładkę pod pupę przeznaczoną dla starszych i większych dzieci. Przewożenie naszego półtorarocznego dziecka w czymś takim nie wchodziło w rachubę. Po trzecie, nie generowaliśmy dodatkowych kosztów, bowiem wynajęcie takiego fotelika to kwota rzędu 30 zł na dobę. Przy miesięcznych wyjazdach jest to już znaczny wydatek, którego można uniknąć, zabierając w podróż własny fotelik. No i była jeszcze jedna zaleta. Nasz fotelik był wygodny, Gabi go znała, była do niego przyzwyczajona i z łatwością zasypiała w nim na drzemkę podczas długich przejazdów między jedną a drugą atrakcją turystyczną. Zawsze pytani o to, jak rozwiązujemy kwestie przewozu Gabi w wyjmowanym samochodzie czy kamperze, odpowiadamy, że bierzemy nasz własny fotelik i nawet się nad tym nie zastanawiamy. Do czasu… Ostatnie zdarzenia pokazały, że nie zawsze da się zabrać czy przewieźć na miejsce duży fotelik. Gabi miała jechać do dziadków pociągiem z ciocią, a u dziadków miała jeździć autem, a dziadkowie nie mieli dodatkowego fotelika. Co tu zrobić? Przecież nie wsadzimy dziecka z ciocią do pociągu z wielkim jak sama Gabi fotelikiem i nie każemy im podróżować z nim przez 6 godzin, choćby nawet pierwszą klasą. Na pomoc przyszła nam babcia, która wyszukała na znanym portalu ogłoszeniowym smart kid belt, czyli pasy, które zastępują podkładkę i fotelik i to w dodatku bezpiecznie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Pasy pasują do każdego pojazdu, dla dzieci w wieku od 5 do 12 lat i o wadze do 15 do 36 kg. Jak głosi reklama producenta są 100 razy mniejsze i lżejsze od fotelika, i przynajmniej 3 razy od niego tańsze. Można je zakupić do drugiego samochodu albo zabrać w podróż do taksówki, auta z wypożyczalni czy autokaru. Są małe, bezpieczne, wygodne i starczą na lata, bo rosną razem z dzieckiem. Sprawdziły się podczas ferii u babci i mamy nadzieję, że sprawdzą się podczas kolejnej wspólnej wyprawy, w którą zabierzemy je zamiast wielkiego, ciężkiego i nieporęcznego fotelika.

 

 

4. PRZENOŚNE KRZESEŁKO DO KARMIENIA

Podobnie jak z fotelikiem do samochodu, rzecz się ma z fotelikiem do karmienia. Nie mogliśmy wziąć go ze sobą w podróż na Maltę, a nie byliśmy pewni, czy znajdzie się on w wyposażeniu mieszkania, które zarezerwowaliśmy przez popularny portal rezerwacyjny. Postanowiliśmy zatem zaopatrzyć się w przenośne krzesełko do karmienia, których sporo jest na rynku. Jest to praktyczny i bezpieczny sposób na karmienie dziecka na bliższych lub dalszych wyjazdach, w restauracji czy u cioci na imieninach, czyli wszędzie tam, gdzie może zajść potrzeba skorzystania przez dziecko z krzesła dla dorosłych. Większość z tych krzesełek dopasowuje się idealnie do każdego krzesła, nieważne czy oparcie jest niskie czy wysokie, okrągłe czy posiadające wystające elementy, ze szczebelkami czy bez. Warunek jest jeden: dziecko musi już samodzielnie siedzieć, czyli mieć minimum 7/8 miesięcy. Zalet takiego rozwiązania jest, jak widać, sporo, a jeżeli dodamy do tego szybki i łatwy montaż i demontaż, mały rozmiar po złożeniu, dzięki któremu krzesełko zmieści się do każdego bagażu, i łatwość czyszczenia, bo wystarczy po prostu uprać je w pralce, to mamy idealne rozwiązanie zastępcze z serii gadżet.

 

Fot. Walizka dziecka. Ach ten kolor.

 

5. TRUNKI

Trunki, czyli jeżdżąca walizeczka, to najlepszy gadżet ever dla dziecka w wieku od 3 lat. Gabi dostała ją w prezencie i – jak to zwykle z prezentami bywa – pokochała od pierwszej podróży, bowiem nie tylko zabrała do niej swoje ukochane zabawki (a mieści się ich w niej naprawdę sporo), ale przede wszystkim jeździła na niej, gdy już nogi odmawiały posłuszeństwa, a w pobliżu nie było wózka czy nosidła, żeby jej ulżyć. Cała frajda Trunki polega na tym, że dziecko może się do niej samodzielnie spakować, a potem jeździć na niej samemu, odpychając się nogami lub być ciągniętym przez rodzica. Walizeczka Trunki jest lekka, bezpieczna i wytrzymała. Spełnia wszystkie normy dotyczące samolotowego bagażu podręcznego. Dodatkowo jest bardzo pakowna (18 litrów), ma pasek służący do noszenia na ramieniu lub do ciągnięcia, a jej rogi służą do trzymania się. Ma też blokadę zamka na specjalny plastikowy kluczyk, wewnętrzne pasy zabezpieczające bagaż, dodatkową kieszonkę wewnętrzną na drobne skarby, identyfikator na pasku na wpisanie danych młodego właściciela, uchwyt do noszenia i specjalny paszport dla dziecka.

Każdy szanujący się podróżnik wie, że dobry sprzęt w podróży to podstawa. My do tej pory zaopatrywaliśmy się w głównie w sprzęt foto. Coraz to nowe obiektywy, filtry, statywy, to był nasz priorytet. (Nie)stety czasy się zmieniły i odkąd urodziła się Gabrysia, inwestujemy raczej w sprzęt pomagający lub ułatwiający nam podróżowanie z małym i bardzo małym dzieckiem. Przedstawiamy listę rzeczy, bez których nie ruszamy się z domu.

PODRÓŻNICZE GADŻETY DLA MAŁYCH I DUŻYCH DZIECI!

18 marca 2020

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

INFO@TOLECIMYDO.PL

+48 515 171 666

NEWSLETTER